Chyba tu powrócę...może jak się zacznę porządnie wypisywac, a potem przeczytam to kilka razy, moze wtedy dojdę do tego gdzie robię błąd...
Dzis mija 2 lata od momentu kiedy poprosilam D. o pomoc w zakupie telefonu...
Od tamtego czasu wciąż razem...
Trzymając się za rękę idziemy przez życie...starając się wspierac nawzajem w ciężkich chwilach...
Było wiele nieporozumień, mnóstwo kłótni, jeszcze więcej łez się wylało...moich łez!
Ale tak naprawdę zawsze znajdujemy jakies antidotum na nasze problemy...Jesli rzeczywiscie są tylko nasze i nikt nie wtrąca się i nie wchodzi w Nasz związek z butami...
Mówię tu oczywiscie o niej (pisze z małej bo ona nie zasługuje na to, żeby sie wyrózniac w tym miejscu, na moim blogu)...
To kobieta która jest trucizną dla mojego związku...
Pod każdym względem, nawet jesli nie daje o sobie znac!
To Jego "była niespełniona miłośc" pozniej jak On to nazywał, osoba której mógł sie zwierzyc ze wszystkich swoich problemów...
Od kiedy jest ze mna w związku robi wszystko (ona) zeby on zmienił o mnie zdanie i był sam...bo jesli nie ona to żadna??
Przez nią musiałam dopuscic się do wielu gimnastyk, żeby ją zniszczyc w Jego oczach, żeby dowiedział się jaka ona jest naprawdę...ale nie żałuję tego...bo chyba mi się udało...
Mimo wszystko jednak, przez te wszystkie wydarzenia z Nią związane, nie ufam mu tak jakbym chciała...Mam delikatny dystans, bo przeraża mnie świadomośc ze ona w każdej chwili może wrócic...Może wrócic i znów mieszac...
Wierzę w Jego Miłośc, ale facet to facet...
Kiedyś ktos mi powiedział, że nawet gdyby D. kiedys oszalał i z nią był to i tak po dwóch dniach by mu się znudziła...bo to taki typ laski...
Wiem że ona wciąż jest między Nami i siedzi nie w Jego ale za to w mojej głowie...
Boje sie ze kiedys po prostu znów zechce jej się miedzy Nami trochę pomieszac...
Ale to przeciez ze mną jest...
Mnie kocha...
Do mnie się przytula...
Mnie całuje,przy mnie sie budzi rano...
Więc o co mi chodzi?
Odkryc siebie to jest sztuka:]
tyle na dzis, bede pisac czesciej bo mi się spodobało. I lżej mi:)
Dziekuję za uwagę;*
I po sesji....
Ale dała w kość oj dała...
Nie wiem jak ja to przeżyłam, ale przeżyłam jakoś i mam odrobine, naprawde odrobine ferii...
Poza tym wraz z końcem sesji doszlo do niespodziewanego nadwyraz pieknego i wogle i wogle zjawiska...
Tak jak myslalam kryzys zwiazkowy z D. zwiazany jakze by inaczej z sesja skończył sie wraz z tym jak ona sie skonczyla...:)
Spedzilismy zajebiscie fajny tydzien udowadniajac sobie ze jednak moze być miło, fajnie i przyjemnie...
Teraz nastapi tydzien odpoczynku od siebie, co mysle ze i to bardzo nam sie przyda...
To juz 13 miesiecy...
Jakby to D. stwierdził....:"Jakie to słodziutkie...":)))
lof ju bejb ;*
Nie będę narzekała kolejny raz na to jak jest źle w okół...
Ze nic nie wychodzi...że jest beznadziejnie...brak czasu na cokolwiek i wogóle że kicha...
Nie będę...
Powiem, że nie umiem sobie z tym poradzić już...
Za dużo na mojej głowie problemów, trosk...
Za dużo jak na moją małą główeczkę...
Do tego jeszcze sobotnia sytuacja z D.
Która prawie zakończyła się "końcem Nas"...
Jednak ktoś na górze czuwa nad Nami...(i chyba nawet wiem kto to taki ;*)
I jak narazie sytuacja wróciła do normy...
NIe mogło być inaczej...
Po prostu nie mogło...:)
KC;***
Nie wiem co sie dzieje...
Mam jakąś depresje czy nie wiem co to jest...
Wszystko mnie denerwuje, po prostu no zabilabym polowe spoleczenstwa ludzkiego jakby sie dalo...no ale sie nie da wiec luz:]
Z D. tez jakos dziwnie...znowu sie nie dogadujemy i strasznie sie z tym mecze...
Straszliwie:(
Chcialabym zeby ten czas szybko minął...bo zwariuje jak moj stan potrwa dluzej:(
Ale to chyba przez te sesje...egzaminy...zaliczenia...
Rzygac sie chce, naprawde...:/